wtorek, 28 kwietnia 2009

Brzemię masturbacji

No, jak sobie tak pomyślę to większość, jak nie wszystkie rzeczy w moim dorosłym życiu sprowadzają się ostatecznie do masturbacji. Nie chodzi mi przy tym tylko o samogwałt sensu stricto, ale o ogólne łechtanie samego siebie i swojego ego w poszukiwaniu przyjemności.
No bo tak: człowiek umawia się ze znajomymi, idzie sobie na piwko, wysila się na dowcipy, słowem robi co może, by zyskać poklask i szacunek ziomków, wszystko po to tylko żeby następnym razem znajomi o nim nie zapomnieli i zadzwonili, gdy znowu zaplanują wspólne spotkanie; w końcu jeśli chodzi o kontakty towarzyskie to najczęściej "zaproszony" znaczy "doceniony".
Oczywiście nie mówię, że trzeba się przy tym jakoś specjalnie błaźnić - bo granicą błazenady, którą wielu świadomie unika jest chwila, z którą taki przeciętny człekokształtny traci do siebie szacunek - wtedy zdobyta ewentualnie estyma jest po prostu nieporozumieniem.
Inny przykład na poparcie moich masturbacyjnych odczuć? Proszę bardzo - wystarczy spojrzeć choćby na tego bloga. Siedzę sobie wygodnie, walę od czasu do czasu w klawiaturę (rzecz jasna), a okazjonalnie mój ciekawski wzrok pada na statystyki popularności. Jakże mile łechta mnie wtedy fakt, że strona odwiedzana jest także przez kogoś innego niż bliscy, czasem nawet trafi tu jakaś zagubiona dusza z dalekiego wschodu.
Koniec końców najwięcej jednak unikalnych gości jest z Polszy, ale jak się tak człowiek wczyta w zgromadzone przez liczydełko informacje to okazuje się, że rodacy w nosie mają to co piszę a w głowie im tylko d..y i penisy.
Na przykład niezmienną popularnością cieszy się post pod znamiennym tytułem: Seks, czyli świńskie zdjęcia penisów żeby wkurzyć cenzorów i wywołać skandal. Ja wiem, że to dobry kawałek tekstu, no ale, jak sądzę, ludzie trafiają na niego wpisując w góglach parę wiadomej treści słówek no i wychodzi jak wychodzi.
Z tego powodu ciągle waham się czy postawić na ilość, rzucić jeszcze parę postów o pierdzeniu i dłubaniu kozom w nosach i liczyć że wśród odwiedzających wieprzków znajdą się jakieś zagubione perły, które zostaną na tym blogu na dłużej, czy pozostać przy jakości i zbierać niekończące się pochwały od bezkrytycznie nastawionej rodzinki.
Kolejna sprawa to artykuł, który niedawno popełniłem. O czym? No oczywiście o masturbacji. To co zesznrukowałem to tylko pierwsza część, ale jak poszukać na portalu (jest na stronie głównej) to znajdzie się i część druga.
Jednym słowem, mam nieodparte wrażenie, że w kółko od lat wałkuję mimo woli ten sam temat.
Oczywiście ja wychodzę z chrześcijańskiego założenia, że żadna miłość nie może być zła, ergo odnosić się to musi także do miłości własnej. Z drugiej strony jak sobie pomyślę jakim to trzeba być nadętym i zapatrzonym w siebie bufonem i bęcwałem żeby siedzieć w parlamencie takim siakim, czy owakim (polskim czy europejskim), albo z perspektywy autorytetu wypisywać po gazetach te wszystkie idiotyzmy i komunały, na jakie co dzień można się natknąć przeglądając prasówkę lub internet to dochodzę do wniosku, że ta miłość własna jest jednak cokolwiek podejrzanej proweniencji.
No to tyle na dziś, zareklamowałem swój artykuł, napisałem parę zgrabniutkich zdań, czekam więc na komentarze, pozdrawiam moich wiernych czytelników i żegnam się po panamsku.
Pa! pa! ene a! eme a!
Panama!

0 komentarze: