sobota, 11 kwietnia 2009

Trochę inna Biblia czyli Pismo Święte wg Szymona Rysownika

Tak jest, przyszedł nagle, zupełnie nieoczekiwanie i znienacka Wielki Tydzień, a z nim czas na to i owo - dla jednych to chwila na wypoczynek, dla innych na rozmyślania. Ja wprawdzie ze względu na umysłowe ograniczenia za dużo nie myślę, ale siedząc sobie i dumając nad tym co tu mądrego w te szczególne dni mógłbym napisać przyszła mi do głowy pewna idea.
Otóż by zmajstrować jakoweś ważniejsze rozważania czy porady niestety rozumu i dowcipu mi nie staje, za to do tradycji Wielkiego Tygodnia i wydarzeń sprzed niemal 2000 lat chciałbym nawiązać w troszkę inny, niecodzienny sposób.
Pan Szymon Bisley to urodzony w 1962 roku obywatel królestwa Wielkiej Brytanii i aktywny członek death-metalowego zespołu Kaotika, w którym co sił w kończynach udziela się na garach znaczy instrumentach perkusyjnych.
Szerszej publiczności jest on jednak znany nie jako muzyk a jako rysownik komiksów - wypłynął gdzieś w latach 90-tych różnego rodzaju pracami, między innymi zaprojektował okładkę gry "Gods" - jak ktoś nie pamięta, to była to typowa platformówka na starą dobrą Amisię - mi się nawet podobała, ale bratu nie bardzo, a ponieważ on jako starszy rządził w domu, to chyba nigdy nie przeszedłem choćby i drugiego poziomu.
Ostatecznie gdyby zapytać przeciętnego czytelnika komiksów z Polszy (i pewnie na świecie) to przypomni sobie zwariowaną kreskę w niezapomnianym "Lobo. Ostatni Czarnian" a później mroczną orgię barw (z przewagą krwistej czerwieni;) w malowanym już "Batman. Judge Dredd".
Charakterystyczny styl Bisleya, komiksowa przesada, muskularność postaci i głębokie cienie sprawiają że ilustrowane przez niego historyjki można smakować po wielokroć. Ja osobiście najbardziej cenię sobie prace ze wspomnianego Lobo - chyba jedne z jego ostatnich, typowo rysunkowych, później bowiem zwrócił się w kierunku technik malarskich z dominantą aerografu tak, że otrzymana mieszanina nie jest już, przynajmniej dla mnie tak lekkostrawna jak nieskrępowana niczym, stara dobra kreska.
Dlatego niezmiernie się ucieszyłem kiedy przypadkiem, szwendając się po kolumbijskim bruku trafiłem na, w przeważającej mierze, rysunkowy album Bisleya; wydany w twardej oprawie, pod znamiennym tytułem "Biblia" leżał sobie spokojnie na księgarskiej półce. Bez wahania sięgnąłem po dziełko, szybko, bezszelestnie i całkowicie nielegalnie zdarłem opakowanie przy czym zostałem chyba przyłapany, bo chwilę później pojawiła się obok mnie pani, która od tej pory nie spuszczała ze mnie oka, ale też nie śmiała zwrócić mi uwagi. Biali, wysocy i dobrze zbudowani mężczyźni budzą jednak w Ameryce Łacińskiej ciągle należy respekt ;).
"Biblia" opowiedziana przez Bisleya okazała się zbiorem szkiców i obrazów z końca lat 90-tych ubiegłego wieku; autor wybrał sobie według uznania interesujące go biblijne scenki i następnie zilustrował je ze zwyczajną sobie swadą i polotem, nie bez typowo rysowniczego zacięcia.
Są tam więc zarówno przedstawienia ze "Starego Testamentu" np. Dawid i Goliat czy potop, jak również z Ewangelii; na mnie szczególne wrażenie zrobiło kilka wersji "Zwiastowania NMP" czy sceny z Jezusem. Co wrażliwsze oko uzna je może nawet za obrazoburcze, myślę jednak, że jeśli istnieje sztuka współczesna, inna od pokręconych i niezrozumiałych instalacji lub sprzedawanych w puszkach ekskrementów i temu podobnych dziwactw to obcując z "Biblią" mamy z nią właśnie do czynienia.
Jeszcze jedna rzecz mnie w tej publikacji urzekła, a mianowicie, to że znajduje się tam sporo niedokończonych rysunków, lub tych samych scen w kilku rysunkowych wersjach, które po kolejnym ich opracowaniu i przetworzeniu stają się malowidłami. Dzięki temu można podpatrzeć nieco warsztatu Bisleya od przysłowiowej kuchni.
Co natomiast skutecznie zepsuło mi dobry humor to, oczywiście, cena. Nie wiem czy album został wydany w wersji polskiej, w każdym razie edycja kolumbijska kosztowała w przeliczeniu na złotówki grubo ponad sto złotych. Dla mnie to za dużo.
Zainteresowanym polecam filmik na youtube gdzie, w marnej niestety jakości i nie najlepszym kadrowaniu można zasmakować prac mistrza. Jak informuje podpis jest to tylko część pierwsza ale autor nie raczył na razie wrzucić części drugiej. Zobaczyć tam można sporo scen ze Starego Testamentu (kuszenie Ewy, wygnanie z raju, potop, Dawid i Goliat), jak i kilka z Nowego Testamentu w tym różne wariacje Zwiastowania. Otwierający sekwencję rysunek to oczywiście kuszenie Jezusa na pustyni, ostatnie zaś to rzezie chrześcijan. Link znajduje się TUTAJ
A tutaj sznurek do oficjalnej galerii Bisleya i jednego z rysunków z "Biblii".
Pozdrawiam świątecznie! Alleluja!

4 komentarze:

Anarch pisze...

Znam ten ból. Ja nie miałem sumienia odciągać młodszego brata, który był strasznie uparty a jakby co leciał do babci na skargę, przez co miałem ograniczony dostęp do komputera. W Gods za bardzo nie grałem ale w wolnych chwilach lubiałem ciupać w Cywilizacje i Djune II.

Maciej Małasiński pisze...

Oto dlaczego żaden z nas nigdy nie nauczył się programować. Gdyby nie rodzeństwo pewnie bylibyśmy bogaci, może nawet, kto wie spotkalibyśmy się jednej firmie projektując wypaśne gierki. Ech :/

Anarch pisze...

Ba! Ja wymyslilem internet ale nie mialem czasu zeby go zaprogramowac bo brat gral w alley cat'a. No i przez to wszystko zasluga przypadla Alowi Gore.

Anarch pisze...

Na amazonie jest jedna za 13 funciakow i jedna za ponad sto...