
Cóż, troszkę trzeba było poczekać na ten nowy wpis, ale tak to już bywa - ja mam ostatnimi czasy harmonogram napięty, a i Carlos łazi sobie tylko znanymi ścieżkami i nie zawsze zdąży mi opowiedzieć swoją ostatnią przygodę. O tym, że nasz miś nie próżnuje przekonać się zresztą nietrudno, wystarczy spojrzeć co tym razem mu się przydarzyło. Historia ta może zmrozić krew w niejednej żyle, proszę więc usiąść wygodnie i wziąć głęboki oddech. Wrażliwców uspokajam, że Carlos jest doświadczonym i zwinnym jeźdźcem dlatego i z tej opresji wyszedł cało, nie łamiąc nawet paznokcia.
Z uwag technicznych: zachęcam do otwarcia każdego obrazka w osobnej zakładce przeglądarki - jak ktoś zasponsoruje mi piórko i tusz to może wtedy obrazki będą rysowane grubą krechą i bardziej czytelne w miniaturkach.




1 komentarze:
Maciek co Ty mu zrobiłeś!świetne!!!! rysunki rewelacja!:)))))pomysł tyż ujdzie, choć nie lubię jak mu się cosik dzieje...
Prześlij komentarz