czwartek, 11 czerwca 2009

Kocham Francuzki!

A tak! Kocham i już! Dobre to muszą być bowiem niewiasty, o ogromnej nota bene sile charakteru. Skąd to wiem? To proste: proszę tylko zobaczyć jak ten naród w ciągu stu minionych lat zniewieściał. Ja tam przy tym jakimś szczególnym zwolennikiem teorii ewolucji, pewnie w przeciwieństwie do Ciebie drogi czytelniku, nie jestem, ale tym razem, przełknę tę gorzką pigułkę i powiem tak: skoro Francuzi nieuchronnie od wieku niewieścieją, i nie zniknęli jeszcze z powierzchni ziemi, to znaczy, że proces ten nie jest chyba taki zły, a kto wie, może wręcz przeciwnie i wkrótce Marianna w wyścigu cywilizacyjnym tak nas prześcignie że pozostanie nam oglądać jedynie jej białe(?) plecy, albo... no może zostańmy przy plecach.
Ale za co ja tak te Francuzki kocham? Otóż wychowane przez nie silną kobiecą ręką obecne pokolenie właśnie podjęło decyzję o odrzuceniu wyjątkowo opresyjnego prawa proponowanego przez prezydenta Smarkozyego, które by w imię ochrony biednych tfurców wprowadzało całkowitą inwigilację internetu i jakieś dziwne kary pod tytułem "roczne upupienie w dostępie do globalnej sieci". Sędziowie francuskiego Trybunału Konstytucyjnego uznali, że propozycje zawarte w ustawie godzą w wolności osobiste synów i cór Marianny, wolności, dodajmy, jeszcze z czasów rewolucji (tfu!) francuskiej.
Nareszcie jakiś krok w dobrym kierunku. Co będzie dalej zobaczymy - ale Francja póki co w polityce europejskiej jako tako się liczy (co w sumie nie najlepiej świadczy od kondycji Europy) i miejmy nadzieję, że wyrok ten odwróci dotychczasową złą kartę i położy kres naciąganym i nieuczciwym procesom o prawa autorskie jakich przykład mieliśmy ostatnio w Szwecji tym bardziej, że szykanowane Pirate Bay wprowadziło do europarlamentu także swoje przedstawicielstwo.
Nie popadając w huraoptymizm chciałbym przy okazji schłodzić nastroje techno-fanów informacją z nieco innej dziedziny. Wraz z postępem nauki inwigilacja przybiera bowiem różnorodne formy. Ostatnio nie kto inny jak naród wybrany (ci to mają pomysły!) wymyślił sobie robo-penisa, który pełza niczym najprawdziwszy wąż i może podglądać co robią żołnierze w latrynach za linią wroga, i łechtać ich po uszach.



Tak, tak, mi to przypomina sławetną scenę z pandą z pewnego proroczego filmu



I to tyle na dziś Panie i Panowie. Bierzcie przykład z dzielnych Francuzów i przed spaniem popracujcie nad przyszłością skołatanego narodu polskiego. Ja tymczasem wracam do mojej największej z ziemskich miłości - Historii (haha!).

0 komentarze: