Tak to się zdarzyło że niemal pośrodku życia będąc, zresztą nawiasem mówiąc kto wie ile będę żył, może już środek dawno przekroczyłem, ale załóżmy na dzisiejsze potrzeby, że jestem tak mniej więcej w pół drogi, no więc pośrodku życia będąc, by sparafrazować poetę, w ciemnej znalazłem się dupie.
Ja wiem, wiem dobrze, jak to pisał towarzysz MarksiEngels, że czasem trza zrobić dwa kroki w tył żeby się rozpędzić i potem skoczyć chyżo przed siebie, no i dlatego olałem pracę, olałem mieszkanie i postanowiłem przede wszystkim zakończyć studia, ale teraz szlag mnie trafia, że znowu muszę całą tę zabawę z szukaniem roboty i ustatkowaniem się zaczynać od nowa.
No bo co? Kupuję gazetę, otwieram internet a tam wszędzie witają mnie te krzywo uśmiechnięte morduchny 20 letnich ludzi sukcesu, którzy szczerząc wybielone zęby próbują wmówić mi, że best job, great opportunity, huge career, albo to samo tylko po niemiecku (który mi już z mózgu wyparował i nie umiem go użyć poza radosną XIX wieczną przyśpiewką Gott erhalte, Gott beschuetze, unser Kaiser, unser Land) czekają na mnie i że w ogóle będzie git; wszyscy pracodawcy mnie kochają i potrzebują mnie jeśli tylko ja chcę sprzedawać ich zajefajne produkty najlepiej ze wszystkich pracowników i najlepiej za darmo, znaczy zdobywając cenne doświadczenie i jeżdżąc własnym autem po całym tym ogromnym kraju.
Ja oczywiście w przypływie chrześcijańskiej miłości bliźniego planowałem zostawić możliwość awansów kierowniczych młodszym i lepszym ode mnie ale hipopracy dla mnie na razie nie ma, ba nie ma nawet zwykłej brudnej roboty w stajni, o którą w chwili zadumy i troski o własne nerwy zabiegałem więc cóż, taka już dola i będę musiał dolepić sobie znowu sztuczne kły i wrócić na managerski rynek młodych wilków, udając że strasznie się cieszę że mogę z Tobą drogi kliencie biedronk... tfu wielkiego konsorcjum handlowo - usługowego mieć do czynienia.
Rozglądając się po tym pustynnym horyzoncie zauważyłem jednak dziś pracę idealną dla mnie. Oto potrzebna jest "osoba do składu i łamania". I to jest to! Przez całe życie nie mogłem właściwie spełnić tej jednej z podstawowych potrzeb przynależności do jakiejś grupy, a teraz jest szansa że to się zmieni. Nie wiem za bardzo o jaki skład tu chodzi ale zaraz napisałem odpowiedni list motywacyjny, który przytaczam in extenso:
Szanowni Państwo!
List ten piszę w odpowiedzi na państwa ogłoszenie.
Zdaje się, że jestem osobą, którą państwo potrzebujecie. Od dziecka uprawiałem sport jednak były to dyscypliny indywidualne i nigdy nie miałem możliwości realizacji palącej potrzeby przynależenia do żadnego składu. Nie udało mi się też przebić do grupy ogniskowej w podstawówce, jak również nie jarałem z kolegami w liceum i dlatego zawsze byłem outsiderem. Podczas kiedy na osiedlu tworzyły się różne ekipy i deklarując przywiązanie do takich czy innych barw klubowych obijały sobie ryje ja oglądałem grzecznie świerszczyki lub bawiłem się z moim jedynym przyjacielem, który na mnie nie krzyczał czyli komputerem. Dlatego choć nie mam doświadczenia w przynależności do składu to byłbym osobą, która temu składowi właśnie byłaby dozgonnie wierna, co musicie chyba państwo poczytać mi na plus i przyznać że ten mój brak eksperiencji jest sprawą cokolwiek pozytywną.
Z drugiej strony mam spore doświadczenie w łamaniu. Mogę łamać cokolwiek - od tekstów przez deski i kończyny, do charakterów i serc włącznie. Wiem jak to się robi - nie raz sam byłem ofiarą, wielokrotnie też wcielałem się w rolę łamacza i jest to dla mnie chleb można by rzec powszedni. Dlatego oczekiwane przez państwa zadanie łamania książek zobowiązuję się wypełniać sumiennie i zgodnie z przekazanymi instrukcjami.
Pozostaję z tym optymistycznym szacunkiem, że wszystko to by mi się jak i państwu opłacało, oczekuję więc na wiadomość i szczegóły co do miejsca i daty naszego spotkania, na którym będę, mam nadzieję, mógł w pełni zademonstrować wspomniane umiejętności łamania oraz przytulając się silnie do piersi członkiń składu (członków niestety wolałbym z przyczyn ideologicznych spostponować), okazać szczerość mych intencji.
No tośmy się pośmiali teraz ciut poważniej. Oto wiem, że na stronę tę wchodzą w przeważającej mierze sami bezbożnicy, ateusze lub wyznawcy fałszywego bożka opoja czyli moja najbliższa rodzina. Postanowiłem, że czas już najwyższy coś z tym zrobić.
Kiedy cały Izrael oddawał sie podłym praktykom składania hołdu Baalowi, Eliasz miał odwagę wyzwać ich wszystkich na próbę. Zgromadził ponad 400 kapłanów Baala i poprosił by modlili się do swego bożka o zaprószenie ognia pod ułożonymi stosami drewna. Ci przyjęli wyzwanie i przez ponad pół dnia, na oczach całego Izraela wołali do Baala o iskrę, prosili, krzyczeli, kłuli się mieczami - wszystko na darmo. Kiedy skończyli zrezygnowani i wyczerpani, głos zabrał Eliasz - trzykrotnie rozkazał oblać stos przed nim 4 dzbanami pełnymi wody tak że żerdzie niemal utopiły się w wykopanym wcześniej dookoła hałdy rowie. Później pomodlił się krótko do Boga i nagle, rach! ciach! z nieba błysnęło - drewno zapaliło się i ogień strawił pałąki.
No to teraz ja, jako, że jak wspomniałem jestem w ciemnym miejscu gdzie światło nie dociera, tutaj na tym blogu, wobec moich wszystkich kochanych kilku czytelników - niedowiarków proszę pana Boga, żeby zesłał mi pracę i mieszkanie, ot tak - bęc! tak jak niespodziewanie za dni Eliasza uderzył piorunem, żeby nie zwlekał tylko załatwił tę sprawę jak najszybciej ku mojej uciesze, swojej chwale i nawróceniu wyznawców opoja.
I zobaczymy co będzie. A właściwie zobaczycie, bo ja, nie powiem, że wiem, bo nie chciałbym, oberwać jak Hiob, albo jego znajomi mądrale ale wierzę, że będzie git.
No to alleluja i dobranoc.
wtorek, 21 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarze:
Opoja sie pisze z duzej litery do diaska!
Opoj jest co prawda jednym z bozkow jeno, i pracy nie zalatwia a co najwyzej platna protekcje.
Ale jak sie Pan bedziesz gorliwie modlil to Ci Opoj moze jakas rente zalatwi (wielu jego wyznawcow nic nie robi caly dzien tylko modli sie po parkach i przystankach dziekujac za swiadczenia rentowe).
Prześlij komentarz