poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Miś Carlos i pies Agat

Prawdziwie męska przyjaźń, choćby bezustannie wystawiana była na burze i gwałtowne wichry nieprzyjaznego losu, przetrwa jednak każdą próbę. Carlos jako mój oddany druh i wyborny kompan wyciąga mnie wciąż i wciąż ku coraz to nowej przygodzie, namawia na wojaże dalekie i bliższe, czasem literalnie ciągnie za uszy na zwyczajną przechadzkę po cudem chyba tylko ocalałych jeszcze zielonych zakątkach tego kure... o, przepraszam królewskiego miasta, a ja się uparłem, że nie, że jeszcze trochę musi poczekać, że innym razem, bo teraz poszukiwania pracy pochłaniają mnie do reszty tak że nawet do umiłowanego włóczęgostwa nie mam głowy.
Carlos jest rzecz jasna misiem wyrozumiałym i mądrym, zresztą gdy o tę ostatnią cechę chodzi to bywa że i do przesady, w każdym razie wie kiedy należy przestać nalegać; oczywiście sam jako zagorzały włóczykij i osobistość nietuzinkowa, o, przyznam, nadmiernej nieraz ciekawości szwenda się tam i sam w myśl starej zasady:

A droga wiedzie w przód i w przód, choć się zaczęła tuż za progiem...

Dlatego nie zdziwiła mnie specjalnie jego kolejna przygoda, która jak we wspomnianym wersie dosłownie zdarzyła się tuż za progiem - oto bowiem Carlos, wyszedłszy na spacer spotkał swego przyjaciela, wdzięczną psinę imieniem Agat. A co stało się potem to już postarałem się drogi Czytelniku przedstawić Ci w formie przypominającej obrazkowe pismo starożytnych Egipcjan, przez nas, dyplomowanych historyków zwane nie inaczej jak "tymi cholernymi hieroglifami".






0 komentarze: